Forum Forum: depresja, smutek, leczenie, inne ... Strona Główna Forum: depresja, smutek, leczenie, inne ...
Forum: depresja, pomagamy sobie wzajemnie z poszanowaniem, czytamy i odpowiadamy, to nasza mala ostoja, tutaj mozemy pisac co nas boli, smuci, nie jestes juz sam... mamy czat depresja na www.czat.onet.pl on-line, zapraszam stefan=zaak_333 admin...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Depresja przyczyną rozstania ??

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum: depresja, smutek, leczenie, inne ... Strona Główna ->

117 __ pod forum nasze: Kącik złamanych serc, nieudana miłość, zawód, płacz z miłości, rozczarowanie miłosne... _____________________________
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
samotnik125
Gość






PostWysłany: Poniedziałek 19:44:19, 02 Listopad 2009, Poniedziałek , 305     Temat postu: Depresja przyczyną rozstania ??

Na wstępie witam wszystkich. Jako że nie bardzo mam z kim pogadać o tym to chciałem po krótce opowiedzieć swoją burzliwą historię na tym forum. Postaram się to jakoś w miarę sensownie opowiedzieć. Więc od jakiegoś czasu (2-3 lata) moje życie nie było zbyt udane wpływało na to wiele czynników. Jakoś tak egzystowałem bez celu. Studia jakoś leciały i tak dalej. No i 2 lata temu na sylwestrze poznałem Ją. Moją pierwszą dziewczynę. Początki były nieśmiałe zresztą jesteśmy oboje nieśmiali więc nawet to pasowało. Po trochu poznawaliśmy było ok. Zresztą jak to na początku w związku :] Niestety jak już wcześniej wspomniałem moje życie nie było szczęśliwe i zaczęło to ciążyć na nasz związek. Często bywałem smutny nie potrafiłem się cieszyć tym co mam, narzekałem że jestem beznadziejny że do niczego się nie nadaje. Że wszysto jest do bani itd. Jakoś leciało zwłaszcza że ona jest bardzo cierpliwą osobą. Okazało się że jej relacje z matką nie są normalne. Że całe dzieciństwo matka ją poniżała i znęcała się nad nią psychicznie. Co doprowadziło ją do depresji i leczenia u psychiatry. Oczywiście nie mogła liczyć wtedy na swoją "rodzinę" uratowała ją jej przyjaciółka , która zaprowadziła ją do psychiatry i pomagała cały czas (o tym dowiedziałem się po rozstaniu) Jak mówiłem okazało się że jej matka nie jest za ciekawą osobą. Często obgadywała jej znajomych itd w związku z tym byłem jedyną osobą która przychodzi do jej domu. Żadna koleżanka nikt tylko ja. Ciężko się rozmawia w takiej sytuacji z osobą o której się wie takie rzeczy a trzeba jednak zachować pozory. Strasznie mi to ciążyło winiłem się że nie moge jej pomóc itd. No ale jakoś leciało aż do zeszłego sylwestra kiedy pojechaliśmy z parą ich znajomych w góry. Jak już wspomniałem od jakiegoś czasu mało rzeczy potrafiło mnie cieszyć. Jak mogłem unikałem imprez. Często myślałem o przyszłości jak to będzie jak skończe studia jak z pracą itd. Bardzo źle sypiałem byłem niewyspany. Potem cały dzień zmęczony i łatwo się denerwowałem. Dodatkowo straszne problemy z koncentracją. Cały czas natłok myśli po prostu bardzo ciężko. Ale jakoś dobrnąłem do konca studiów. Na sylwestrze załapałem maksymalnego doła bo zobaczyłem że nie mogę jej dać tego co ma jej znajoma w związku (jej chłopak pracował mieli się pobrać itd) a ja nic ciągle tylko się zadręczałem myślami i tak zleciał sylwester. Okropnie się wyizolowałem wtedy. Potem był płacz że jestem egoistą że bardzo się różnimy a ja po prostu no nie wiem czemu tak się stało, nie robiłem tego na złość ale tak wyszło że skrzywdziłem siebie i ją . Potem pierwsze rozstanie. Wyrzuciła wszystko co do mnie miała. Okazało się że ją męczą moje zachowania, że się nie uśmiecham że jestem smutny bo ona mimo tych doświadczeń a może właśnie dzięki nic starała cieszyć się życiem. Udało się jakoś to poskładać. I pociągnąć pół roku dalej. Ale nic się nie zmieniło w moim zachowaniu. Mieliśmy iść razem na wesele jej znajomych tych z sylwestra. Mój ojciec zachorował . Kolejny cios dla mnie. Spotkaliśmy się przypadkowo parę tyg przed weselem i niby krzywo się na nich spojrzałem a ja nie wiedziałem jak się zachować po tym sylwestrze. I okazało się że nie chcą zebym był na ich weselu. Tzn powiedzieli jej żeby przyszła sama. Strasznie mnie to zabolało. Pokłóciliśmy się. I przyszedł koniec. Nagle z dnia na dzień świat się zawalił. Czułem się okropnie. Powiedziała że nie pasujemy do siebie że związek ją męczy itd. Pozegnaliśmy się i tyle. A ja się załamałem. Tydzień prawie to nie spałem nie wiem może 4-5 h dziennie co dla mnie to jest naprawdę mało byłem ciągle pobudzony schudłem 3 kg. I wtedy zacząłem szukać przyczyn mojego zachowania. Bo tak dalej być nie mogło. Dlaczego doprowadziłem do takiego stanu. Dlaczego nie cieszyłem się tym co miałem. Skąd te problemy ze snem z koncentracją. Ten smutek itd. Poszedłem do psychiatry bo już nie mogłem wytrzymać. I lekarz zdiagnozował depresję. Przepisał leki. Nie miałem z kim rozmawiać napisałem do niej. Powiedziała ze już za poźno dla nas bo na tym weselu poznała kogoś. I wtedy już naprawdę odechciało mi się żyć. Byłem zły na siebie byłem wściekły i załamany. Pytałem się czy on jest lepszy ode mnie itd. No i powiedziała że tak bo moze z nim się cieszyć. BO sie uśmiecha. Bo nie marudzi. Bo jest towarzyski. Jej koleżanka go lubi itd. A ja winiłem za wszystko siebie. To było nie do wytrzymania. Każda rozmowa z nią dołowała mnie jeszcze bardziej. Powiedziałem dość ale długo nie wytrzymałem. Czułem że nie chce się ze mną męczyć. Mówiła że jej uczucie dawno umarło. Żebym o niej zapomniał i żył dalej. Ale ja nie mogłem. Uważałem że to wszystko jest nie fair. Miałem do niej żal że mimo jej doświadczeń tak się mnie pozbywa. Jej obojętność dobijała mnie jeszcze bardziej a mimo to nie umiałem odejść. Tak ciężko jej odejść od kogoś kogo się kocha. Chociaż czy gdybym ją kochał to zrobiłbym jej tyle przykrości. Bo przecież nie mogę się tłumaczyć depresją. Bo przecież trudno jest wytrzymać z kimś kto się tak zachowuje. Zwłaszcza komuś kto umie cieszyć się życiem. A taką osobą jest napewno ona. Chce żeby była szczęśliwa ale nie umiem przestać o niej myśleć. Nie wiem jak długo tak wytrzymam. Po prostu czuję że straciłem miłość swojego życia. Że spotkaliśmy się w złym momencie bo może gdyby nie ta depresja to bylibyśmy razem szczęśliwi. A tak nie ma już nic . A ja nie mam dla kogo zmienić swojego życia. I wyjść z tego dołka w którym teraz jestem. Ona była jedyną osobą dla której mógłbym to zrobić. Ale jak widać już za późno na to. No sorry że przynudzam ale musiałem komuś opowiedzieć to. Wiem trochę dziwna historia. Dziewczyna po depresji spotyka chłopaka w depresji i im się nie udaje. Mam nadzieję że po coś to wszystko się odbyło. Po coś tyle cierpienia z obu stron. Po coś to musiało być. A teraz jest naprawdę ciężko :/ Wiem może to trochę niedokładnie przedstawiłem ale starałem się w miarę obiektywnie chociaż w moim stanie trudno o to:/
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
DELFINEK
wielki mistrz pisarstwa stopnia VI 1500



Dołączył: 22 Mar 2009
Posty: 1821
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: BIALYSTOK
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Poniedziałek 23:41:50, 02 Listopad 2009, Poniedziałek , 305     Temat postu:

Witam Samotnik na Forum...Smile
Wina za to rozstanie lezy po obu stronach bo dziewczyna ktora chorowala na depresje i z niej wyszla powinna zuwazyc u Ciebie jej objawy ,a Ty powinnes z nia szczerze porozmawiac o swoich dolegliwosciach ..ale teraz juz sie nie doluj ...jak byles u lekarza dostales leki i pomalu z tego wyjdziesz ,ale musisz pamietaj brac leki i ich nie odstawiac na bok przy pierszym polepszeniu ....a mam nadzieje ze jestes jeszcze mloda osoba i znajdziesz inna dziewczyne ciebie warta i poznasz co to prawdziwa milosc i malymi kroczkami podazaj do wytyczonego celu bo jesli sie poddasz na starcie leczenia to potem bedzie trudno wrocic do codziennosci , juz niedlugo swieta i nowy Sylwester ,moze ten bedzie dla Ciebie szczesliwy i wlasnie poznasz kogos kto bedzie chcial byc z Toba ale pamietaj nie izoluj sie od ludzi wychodz im na przeciw i badz otwarty na wszystkich bo jak sie poddasz i zamkniesz w sobie i bedziesz rozpamietywal to tylko pogorszysz twoj stan ....a wiec mam nadzieje ze sie nie poddasz i bedziesz bral leki i zobaczysz ze bedziesz jeszcze cieszyl sie zyciem...pozdrawiam...Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
samotnik125
Gość






PostWysłany: Wtorek 11:01:11, 03 Listopad 2009, Wtorek , 306     Temat postu:

Dziękuję że ktoś przeczytał moje wypociny. Wiem zakręcone to wszystko. Najbardziej załuję tego że to nie jest taka historia że dwoje ludzi się spotkało i okazało się że po prostu nie pasują do siebie. Nic tu nie było/jest normalne. Nie wiem czy gdyby tak było to bolałoby to mniej czy nie, nie wiem. Ogólnie teraz jest ciężko. Po prostu może nie było nam pisane być razem. Spotkaliśmy się w złym momencie albo coś. A może to było po to żebym zmienił swoje życie. Bo właśnie dzięki temu że byłem z kimś wyszły te moje depresyjne zachowania. Trudno ją winić że nie zdiagnozowała mnie prawidłowo. Zresztą nie mogę wymagać od drugiej osoby żeby poświęcała się dla mnie nawet jeśli ma takie doświadczenia życiowe. Staram się z tym pogodzić ale nie jest to takie łatwe. Mam 25 lat więc jeszcze trochę życia przede mną. Moja była powiedziała że dzięki pokonaniu depresji nauczyła cieszyć się z najmniejszych rzeczy. Może mi to też się kiedyś uda. Ale narazie nie umiałbym pokochać innej kobiety. Nie umiem tak przejść nad tym szybko. Mam nadzieję że kiedyś to się uda.
Pozdrawiam
G
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
amokk
pisarz powyzej 3 postow



Dołączył: 14 Lis 2009
Posty: 3
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Poznań
Płeć: Mezczyzna

PostWysłany: Sobota 22:06:54, 14 Listopad 2009, Sobota , 317     Temat postu:

Trochę Cię rozumiem. Też obwiniam o rozpad mojego narzeczeństwa łagodny stan depresyjny spowodowany porażkami zawodowymi. Stałem się marudny, nudny, ciągle zmęczony, bez apetytu na życie, niska samoocena itd. Kilka miesięcy takiego stanu rozwaliło przepiękny 6-letni związek. To co po tym się wydarzyło ze mną to było szaleństwo, połączenie objawów nerwicy, lęku i depresji. Skończyło się u psychiatry. J. nie rozumiała jednak co to jest depresja, nie wiedziała, nawet ja nie wiedziałem, że mój stan to depresja. Dopiero potem przejrzałem na oczy, niestety było już za późno na ratunek dla związku. Psychoterapia dużo mi pomogła. Zacząłem jakoś funkcjonować. Zaraz jednak po kuracji trafiłem do szpitala z innych względów zdrowotnych. Znowu podłamka, pogłębiłem wtedy jednak znajomość z moją koleżanką - pielęgniarką. Efektem tego była naprawdę szalona miłość do tej osoby. Pamiętałem o J. jednak po tym wszystkim w sposób bardzo nieoczekiwany potrafiłem się tak zakochać. Tego Ci życzę, głowa do góry!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
amokk
pisarz powyzej 3 postow



Dołączył: 14 Lis 2009
Posty: 3
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Poznań
Płeć: Mezczyzna

PostWysłany: Sobota 22:15:36, 14 Listopad 2009, Sobota , 317     Temat postu:

Nie rozumiem tylko, że Twoja była koleżanka wiedząc czym jest depresja tak Cię potraktowała. Uzupełniając też troszkę moją wypowiedź muszę napisać, że ta moja miłość do pielęgniarki nie została niestety odwzajemniona stąd cały czas jestem sam i jest to źródłem pewnych frustracji jednak uwierzyłem, że można drugi raz tak pięknie kochać i to daje nadzieję. Polecam modlitwę do Św. Rity. Bardzo mi pomogła po tym jak moja druga miłość nie została odwzajemniona. W połączeniu z innymi problemami znowu widmo ciężkiej depresji zaczęło spoglądać mi w oczy. Od kiedy zacząłem się do niej modlić czuję się całkiem dobrze. Problemy cały czas są, ale jakby były gdzieś z boku, nie siedzą we mnie. Polecam!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
samotnik125
Gość






PostWysłany: Niedziela 16:43:04, 22 Listopad 2009, Niedziela , 325     Temat postu:

To mnie właśnie najbardziej zabolało. Ale podejrzewam że chodziło o to że była już z nowym chłopakiem i po prostu nie chciała już się ze mną męczyć. Zaskoczyło mnie to bo do tej pory widziałem w niej wzór cnót i dobroci ale jak się okazało dopiero takie sytuacje pokazują jacy jesteśmy naprawdę. Teraz jest już lepiej chociaż do normalności szeroko pojętej jeszcze brakuje ale widocznie tak miało być.
Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gestalt_go!
pisarz powyzej 3 postow



Dołączył: 17 Sty 2012
Posty: 6
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mezczyzna

PostWysłany: Czwartek 10:59:48, 19 Styczeń 2012, Czwartek , 18     Temat postu:

Ze zranieniem w miłości trudno jest naprawdę pocieszyć. To szczególna strata. Upłynęło jednak sporo czasu i ciekaw jestem co teraz u Ciebie, Samotnik125... Najciężej jest tym, którzy później przestają już ufać. Mam nadzieję, że tu tak nie było.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marasacz
pisarz tylko jednego postu



Dołączył: 26 Sty 2012
Posty: 1
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mezczyzna

PostWysłany: Czwartek 13:40:28, 26 Styczeń 2012, Czwartek , 25     Temat postu:

Miłość jest okrutna

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum: depresja, smutek, leczenie, inne ... Strona Główna ->

117 __ pod forum nasze: Kącik złamanych serc, nieudana miłość, zawód, płacz z miłości, rozczarowanie miłosne... _____________________________
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin