Forum Forum: depresja, smutek, leczenie, inne ... Strona Główna Forum: depresja, smutek, leczenie, inne ...
Forum: depresja, pomagamy sobie wzajemnie z poszanowaniem, czytamy i odpowiadamy, to nasza mala ostoja, tutaj mozemy pisac co nas boli, smuci, nie jestes juz sam... mamy czat depresja na www.czat.onet.pl on-line, zapraszam stefan=zaak_333 admin...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

MILOSC NA SMYCZY

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum: depresja, smutek, leczenie, inne ... Strona Główna -> 114 _forum_ wpisujmy swe znaleziska netowe linki na temat lecznia depresji i innych podobnych... ascendii... antropofobii itp. nie jestes juz sam...
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Malgorzata_
wielki mistrz pisarstwa stopnia IX *3300



Dołączył: 05 Sty 2008
Posty: 4614
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 26 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Środa 9:08:45, 30 Wrzesień 2009, Środa , 272     Temat postu: MILOSC NA SMYCZY

Michał Czernuszczyk


Chcemy budować bliskość w związku, ale nie chcemy być jego zakładnikami. Domagamy się wolności i niezależności, gdy nasz partner lub partnerka coraz bardziej nas kontroluje. Często zapominamy, że związek nie polega na zlaniu się i że czasem może nam sprzyjać... dystans.


Mówienie o wolności w związku jest o tyle trudne, że w świetle psychologii wolność indywidualna, rozumiana jako posiadanie rozmaitych możliwości postępowania, jest bardzo ograniczona. Jesteśmy ograniczeni przez to, co wrodzone i co nabyte w procesie wychowania. Spór, wiedziony przez psychologów pod hasłem nature or nurture (z ang. natura czy wychowanie), dotyczy jedynie tego, w jakim stopniu jesteśmy już ukształtowani (czytaj – ograniczeni) w momencie narodzin, a na ile nabieramy kształtu w procesie dorastania. Nie ma jednak wątpliwości, że granice wolności psychologicznej danego człowieka wyznaczone są przez właściwości jego układu nerwowego i aparatu psychicznego oraz przez osobowość, rozumianą jako ogólnie pojęty wzorzec interakcji ze środowiskiem.


Wolność niewolników

Nie dość, że spektrum zachowań, jakimi dysponujemy, jest ściśle wyznaczone przez naszą osobistą kondycję, to motywacje, które nami powodują, są przed nami w bardzo dużym stopniu ukryte. Geniusz Freuda polegał przede wszystkim właśnie na tym, że twórca psychoanalizy pokazał, w jak wielkim stopniu i na jak różne sposoby kierują nami siły, o których nie wiemy i wiedzieć nie chcemy. Nieświadomość źródeł postępowania nie oznacza, że po prostu nie wiemy, dlaczego zachowujemy się w dany sposób, ale że mamy na ten temat nieprawdziwe wyobrażenie. Nasze mechanizmy obronne zniekształcają rzeczywistość, nie pozwalając nam dostrzec rzeczywistych pobudek działania.

Gdzie więc miejsce na wolność w związku, skoro wolność osób, które ten związek tworzą, jest tak wątpliwa? A poza tym, dlaczego w ogóle mielibyśmy sobie nawzajem dawać wolność i zgadzać się na niezależność partnera – niezależność, która przecież wystawia nas na niebezpieczeństwo porzucenia, zdradzenia, oszukania... Oczywiście dlatego, że podstawą związku jest dobrowolność, czyli nazwana bądź niewypowiedziana zgoda partnerów. Partnerzy są ze sobą, bo każde z nich tego właśnie chce. W imię tej zgody podejmują się ograniczyć swą wolność indywidualną, np. deklarując wierność i lojalność. Założeniem takiej deklaracji jest wiara, że związek dwojga kochających się osób niesie ze sobą wartości niedostępne osobie żyjącej w pojedynkę. Mam tu na myśli nie tyle korzyści doraźne, takie jak wsparcie w trudnych chwilach i druga para rąk przydatnych w chwili, gdy otwieram górne drzwi szafy i wszystko się na mnie wysypuje... Myślę raczej o wartościach, jakie niesie ze sobą wieloletnia zażyłość – o przyjaźni, pojawiającej się w niektórych związkach, i intymności towarzyszącej codziennemu przebywaniu razem. Takich jakości nie da się podrobić i nie mają one szans pojawić się w krótkotrwałych relacjach nastawionych na „tymczasowość” związku...

Zaprojektować związek

Przyjaźń i intymność możliwe są w związku dopiero wtedy, gdy poradzimy sobie z własnym lękiem, jaki pojawia się wraz ze wzrostem bliskości, i nie przerzucamy odpo­wiedzialności za nasze obawy na partnera. Piszę oczywiście o związku, w którym nasz lęk ma charakter neurotyczny, bo nie wydarzyło się nic, co potwierdzałoby zasadność naszych obaw. Zakła­dam więc, że mój lęk przed porzuceniem nie wynika z tego, że już byłem porzucony, ale z tego, że wiem, iż porzucenie jest możliwe i wraz z rozwojem relacji byłoby dla mnie coraz bardziej dotkliwe. By zmniejszyć to bolesne uczucie, partnerzy mogą nasilać kontrolę nad drugą stroną, czyli – używając metafory „mieszkaniowej” – tak zaprojektować wnętrze, by cały czas mieć wszystko na oku.
Tylko że w związku ta strategia nie przynosi oczekiwanych efektów. Pozbawieni intymności, odpowiedniej porcji tlenu, zmuszeni do rezygnacji z tego, co piękne, na rzecz tego, co praktyczne, doświadczamy złości i frustracji. Będziemy wtedy zbyt zajęci dbaniem o swoje podstawowe potrzeby, by czerpać radość z bliskości.
Potrzebujemy dystansu, ale pamię­tajmy, że sprzyja on związkowi tylko wówczas, gdy jesteśmy przekonani, że chcemy pozostać we wspól­nej przestrzeni emocjonal­nej. Wbrew potocznym opiniom, związek nie polega na zlaniu się, ujawnieniu wszelkich tajemnic przed partnerem, mówieniu całej prawdy i zawsze prawdy (wypowiadam się tu z punktu widzenia psychoterapeuty i ////nie cenzuralne slowo///administrator////ę od etyczności takiego postępowania), lecz musi zakładać wolę bycia razem. Bez niej nawet bezpośredni kontakt fizyczny nie czyni związku.

Ja i Ty, czy My?

Wola zbliżenia, zmniejszenia dystansu może wynikać z co najmniej dwóch pobudek – chęci pogłębienia intymności oraz pragnienia opanowania powodującego nami lęku. Paradoks polega na tym, że żadna z tych ścieżek nie chroni partnerów przed tym, czego w związku mogą się obawiać i unikać – przed zdradą, porzuceniem, wykluczeniem, wykorzystaniem. Choć oczywiście chęć pogłębienia intymności pozostawia im więcej swobody, dzięki której mogą wspólnie budować rozwijającą się relację. Stajemy więc przed pewnym konfliktem, bo pragnienie wolności osobistej do pewnego stopnia kłóci się z byciem w związku.
Czy jest jakiś przepis dla partnerów na to, by tworzyć jedność, nie tracąc indywidualnej wolności? Nie ma na to dobrej rady... A jeśli jest, to albo niezwykle trudna do zrealizowania, albo zupełnie nieskuteczna. Wierzę, że trzeba mieć oparcie w sobie, by móc pozwolić partnerowi na dokonanie wolnego wyboru. I w dodatku – zrobić to w taki sposób, żeby wybrał właśnie nas. Wierzę też, że w budowaniu bliskości niezwykle ważny jest dystans... do samego siebie!


Kącik dla siebie

Jestem z moim partnerem ponad półtora roku, od początku naszego związku mieszkaliśmy razem. Wszystko układało się dobrze i, jak myślę, nadal tworzymy zgraną parę. Nigdy nie kłóciliśmy się o pieniądze, zawsze o „drobne” sprawy: że za dużo siedzimy w domu, że on nie lubi muzyki, której ja ciągle słucham. To były szybkie kłótnie, które kończyły się gwałtownie po „wygarnięciu” wszystkich emocji przeze mnie i ucieczki mojego partnera przed komputer.
Jakieś dwa tygodnie temu, po kolejnej kłótni o to, że moim zdaniem mało wolnego czasu spędzamy razem, mój partner stwierdził, że może lepiej się rozstać. Uważał, że tak będzie lepiej, bo on czuje, że mnie krzywdzi, a nie chce tego robić, bo bardzo mnie kocha. Po długiej rozmowie daliśmy sobie drugą szansę. Postanowiliśmy wszystko zmienić, powoli, ale na lepsze.
Powiedziałam mu, że wszystkie te moje kłótnie „o nic”, to był krzyk o jego uwagę, bo czuję się bardzo samotna i porzucona, gdy on ucieka przed komputer. On powiedział mi, że czuje, że nie ma czasu dla siebie, nie może o sobie decydować i czuje się jakby był „na smyczy”.
Teraz staram się go zrozumieć i zaufać mu – wiem, że mnie kocha, więc jeśli wyjdzie gdzieś sam lub z kolegami, to jeszcze nie znaczy, że mnie zostawia. On też stał się bardziej czuły. Wydawało mi się, że idzie ku lepszemu, ale ostatnio mój partner wysunął nowy pomysł. Chciałby się na jakiś czas wyprowadzić i pomieszkać sam – nadal pozostając ze mną w związku. Uważa, że potrzebuje własnej przestrzeni. Mój świat runął, bo ja potrzebuję jego bliskości.
Pomóżcie, bo nie wiem, co mam zrobić. Z jednej strony chcę walczyć o nas i wiem, że być może taka wyprowadzka na jakiś czas pomogłaby nam, jednak z drugiej strony panicznie się tego boję. Nie chcę stracić tego, co mam. Co zrobić, aby mój partner czuł się niezależny w naszym mieszkaniu i związku?

Hanka


Michał Czernuszczyk jest psychologiem i psychoterapeutą. Prowadzi terapię indywidualną i grupową dorosłych i młodzieży w warszawskiej Pracowni Terapii i Rozwoju oraz w Stowarzyszeniu OPTA.

Szanowna Pani,
Zacznę od odwołania się do ostatniego zdania Pani listu. Prawdą nie tylko o mieszkaniu, ale i o związku jest to, że przestrzeń, którą obejmują, jest ograniczona.
Ludzie będący we wspólnej przestrzeni fizycznej czy emocjonalnej od czasu do czasu wpadają na siebie, szukają spokojnego miejsca tylko dla siebie, a kiedy indziej dążą do zbliżenia. Przesadne oddalenie oznacza konieczność wyprowadzki – wyprowadzki z domu i wyprowadzki ze związku.
Partnerstwo wymaga żywej, możliwie intymnej relacji, a więc także bliskości, rozumianej również jako mały dystans fizyczny. Owszem, niekiedy związki funkcjonują mimo oddalenia, ale jestem przekonany, że albo wynika to ze szczególnych uwarunkowań danej pary, albo też w gruncie rzeczy jest wyrazem unikania kontaktu, wygodną fasadą, pozwalającą utrzymywać przed światem i sobą pozory, że „jesteśmy razem”.
Przedstawia Pani siebie i partnera jako osoby o komplementarnych postawach – Pani dąży do zbliżenia, on go unika; Pani chce mieć dużo bodźców (np. muzyki), on stara się je ograniczyć. Kwestią otwartą pozostaje, czy napięcie, jakie z tego powodu istnieje między Państwem, działa na rzecz związku, czy też obraca się przeciw niemu.

Pisze Pani o lęku przed tym, że oddalenie partnera oznacza chęć opuszczenia, a może nawet obawia się Pani zdrady z jego strony. Domyślam się, że im bardziej Pani ulega temu lękowi, tym większą presję wywiera Pani na partnera. Na końcowe pytanie, co zrobić, by partner czuł się niezależny, odpowiadam: spróbować samej dla siebie ustalić, czy Pani obawy wiążą się z rzeczywistością Państwa związku, czy też wynikają z Pani osobistych doświadczeń i uwarunkowań. Odpowiedź na to pytanie może uwolnić Panią od konieczności kontrolowania partnera, by przekonać samą siebie, że Pani nie zostawia – albo też skłonić do zastanowienia, czy chce Pani trwać w związku, w którym czuje się Pani tak zagrożona.


[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum: depresja, smutek, leczenie, inne ... Strona Główna -> 114 _forum_ wpisujmy swe znaleziska netowe linki na temat lecznia depresji i innych podobnych... ascendii... antropofobii itp. nie jestes juz sam... Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin