Forum Forum: depresja, smutek, leczenie, inne ... Strona Główna Forum: depresja, smutek, leczenie, inne ...
Forum: depresja, pomagamy sobie wzajemnie z poszanowaniem, czytamy i odpowiadamy, to nasza mala ostoja, tutaj mozemy pisac co nas boli, smuci, nie jestes juz sam... mamy czat depresja na www.czat.onet.pl on-line, zapraszam stefan=zaak_333 admin...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

pogubiłem się

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum: depresja, smutek, leczenie, inne ... Strona Główna -> 111 _ DEPRESJA _ FORUM _ GLOWNE _ PUBLICZNY POKOJ CZATOWY DEPRESJA NA _ WWW.CZAT.ONET.PL ___ piszemy tutaj o sobie, pomagamy wzajemnie...
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcin24
Gość






PostWysłany: Piątek 2:08:19, 19 Luty 2010, Piątek , 49     Temat postu: pogubiłem się

Czesc wszystkim.

Piszę, bo wkońcu chcę być wysłuchany. Nigdy nie przypuszczałem, że moje zycie potoczy się tak, że będę tutaj.
Mam 24 lata. Lekarze podejrzewają u mnie stwardnienie zanikowe boczne, żona odeszła 3 tygodnie temu po pół roku awantur między nami, jesteśmy w separaracji, przyjaciele, osoby które kiedyś ich tak nazywałem patrzą na mnie z politowaniem jak na kretyna i jak się odzywają to bardziej z grzeczności niż potrzeby odezwania się.
Opowiem moja historię.
Miałem 17 lat. Względnie poukładane życie. dziewczyne z która byłem 3 lata i dwoje przyjaciół - jej braci. Wszystko skonczylo się gdy jeden z nich zginał pod kołami pociągu. To był pierwszy raz jak mój swiat się skocznył. Płacz, poczucie osamotnienia, oszukania przez zycie. Z dziewczyną, jego siostrą rozstaliśmy się niedlugo po jego śmierci. Dla nas młodych, było to za dużo. Nie mogłem się pozbierać. Rzuciłem szkołe, odwróciłem sie od wszystkich i rozpocząłem życie hulaki. Szlajałem się, piłem, nie szanowałem swojego zycia, bywałem bezdomy, bywałem samotny. Cierpiałem. Trwało to około 2 lata. Ledwo zmusiłem się do powrotu do szkoły, zrobiłem matutrę, ale miotałem się. Chiałem uciec. Gdzieś. Gdziekolwiek. Postanowiłem uciec do wrocławia. W internecie wyszukiwałem informacji o mieście, o ludziach tam. I tak przez ogólnopolską sieć anarchistyczną (tak, jestem anarchistą) niechcacy poznałem moją przyszłą żonę, choć nic nie wskazywało, taka znajomość zaiskrzy. Pojechałem do niej po jakimś czasie znajomości na gg. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Ona podobno też. Ja miałem 20 lat. Ona 17, ale była nad wyraz dojrzała. Szybko nie moglismy bez siebie żyć. Mieszkała niedaleko wrocławia, a ja jeszcze chętniej się tam wyprowadziłem. Nie wyszło. Zostałem oszukany przez wlasciciela mieszkania, który zarządał dużo większych pieniędzy niż to miało być. Wylądowałem tam w pustostanie. Poznałem w nim niesamowitych przyjaciół, którzy postanowili mi mojej wtedy przyszlej żonie pomóc. Pomagali nam się spotykać, dawali mi pieniądze na wyjazdy do niej. Poznałem jej mamę, ale nie zrobiłem najlepszego wrazenia, wiecie, irokez, tatuaze, kolczyki. Udało się nam wynegocjować wspolny wyjaz do domku letniskowego jej rodziców. To był najpiękniejszy czas w moim życiu. Leżeliśmy pod gwiazdami, a one byly tak blisko, że na wyciagniecie ręki... Po miesiacu mieli dojechac jej rodzice, żebym ja mógł lepiej ich poznać. Dzien przed ich przyjazdem musialem na kilka dni wrocic do domu, zalatwic kilka urzedowych spraw. Wrocilem do domu, a w tym samym czasie dojechali jej rodzice. Moja żona zostala wtedy bardzo dotkliwie pobita przez ojca. Z domu zorganizowalem akcje porwania jej. Moi znajomi zabrali ja stamtad samochodem i wsadzili w pks do mnie. Jak wysiadla nie poznalem jej. Była cala spuchnięta, posiniaczona. Chcialem zabic jej ojca. Zabralem moja zone do domu moich rodzicow, gdzie mieszkalem przed nieudana ucieczka do wroclawia. Otoczylem ją opieką, nie odstępowalem na krok. Udalo mi sie dogadac z moimi rodzicami (nie mowie ze bez oporów), żebysmy mogli razem zamieszkac w ich domu. Zaczelismy z moja zona powolutku organizowac sobie zycie. Byla wystraszona, ale ja czulem ze mam sile, zeby jej pomoc. Zalatwilismy szkole, zrobila maturę. Wygladalo ze wszystko bedzie dobrze. Nie moglem znalesc pracy. Czulem ze z moim cialem jest cos nie tak, tylko nie wiedzialem co. Czasem odmawialo mi posluszenstwa. balem sie komukolwiek przyznac. Ukrywalem to, robiąc dobra mine do zlej gry. Moi rodzice pomagali nam finansowo, gdyby nie oni zdechlibysmy z glodu. Na tym tle wybuchaly konflikty, a ja nie moglem nic zrobic. czasem dostawalem prace, ale nie umialem jej mimo szczerych chceci utrzymac. Cos nie tak bylo ze mna. Z powodu tego ze cialo odmawialo mi posluszenstwa mialem wypadek w pracy, potem ciezko o kolejna, z kolejnej wyrzucli mnie bo odkrylem nieprawidlowosci w firmie. zaczynalem w siebie watpic. bez zadnego entuzjazmu podejmowalem sie dalszych poszukiwan przestraszony ze cos jest nie tak i ze to mi wszystko spieprzy. balem się isc do pracy, ze bede mial jeden z moich "ataków" i cos to zepsuje. podjalem studia na moim wymarzonym kierunku. pomyslalem, ze to kolejny krok do przodu. ze bylem tak nisko, a jednak mam parcie na zycie. ale z praca krucho. staralem sie tlumaczyc ze to nie do konca moja wina, a juz napewno nie lenistwo. ale nie umialem powiedziec wprost: cos mi jest. Poszedlem rozdawac gazety zeby chociaz miec na studia. nie bylo dobrze. Z zona coprawda bardzo sie kochalismy, snulismy plany o dziecku, o przyszlosci, ktora bedzie piekna. nie odstepowalismy sie na krok. W domu narastaly konflikty, zona bo sie dziennie uczyla w liceum nie mogla isc do pracy, ja nie umialem. bylo zle. coraz czesciej jedynym moim celem bylo unikniecie konfliktu. zona nienawidzila mojego domu twierdzac ze czuje sie jak znajda, a ja nienawidzilem siebie ze nie umiem tego zmienic. zaczalem jakby za kare zapieprzac dookola niej. zmywalem, pralem, gotowalem, sprzatalem, wychodzilem z psem i staralem sie znalesc prace. bezskutecznie. moja zona w tym czasie nie robila nic. wszystko bylo na mojej glowie. ale myslalem sobie: ok, ty ja w to wpieprzyles - nie narzekaj, rób. wyprowadzicie sie to sie zmieni. zona przestala mnie wspierac w czym kolwiek. ja zapieprzalem ona doslownie nic. nawet dziekuje. zaczelismy sie oddalac. staram sie to naprawic, ale im bardziej probowalem tym bardziej to nie wychodzilo. zona w koncu zblizyla sie do naszego wspolnego przyjaciela, bedac ode mnie tak daleko jak nigdy. podejrzewalem ja o romans. przegladalem gg. i znalazlem. cyber sex miedzy nimi - podobno zarty, zwierzenia ze sa sobie najbliżsi, wzajemne wyznania tesknoty. zona cynicznie twierdzila ze nic sie nie dzieje, ja umieralem ze strachu. zaczalem byc agresywny. wiem, jestem ////nie cenzuralne slowo///administrator////, uderzylem ją. załuje jak niczego. nienawidze sie za to. zaczelo byc naprawde zle. klamstwa na calej lini. a ja czujac ze mam coraz mniej do stracenia udalem sie do lekarza. i tam 3 miesiace temu: stwardnienie. ide do szpitala na dalsza diagnostyke za kilka tygodni. powiedzialem zonie,co jest grane, ale chyba nie dociera do niej powaga sytuacji. zony teraz nie ma. czuje sie oszukany. osamotniony. i przerazony. zycie znow mi sie posypalo, a osoba na ktora przelalem wszystko co piekne i dobre we mnie i swiecie wysyla mnie do psychiatry mowiac mi, ze wszystko to moja wina.
nie umiem sobie z tym poradzic.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Malgorzata_
wielki mistrz pisarstwa stopnia IX *3300



Dołączył: 05 Sty 2008
Posty: 4613
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 26 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Piątek 7:12:16, 19 Luty 2010, Piątek , 49     Temat postu:

witaj...

najwazniejsze teraz to zadbac o zdrowie, podjac leczenie....
jesli nie bedziesz mial wsparcia zony, to z pewnoscia rodzice beda przy Tobie...mozesz liczyc na ich opieke i akceptacje....

Pozdrawiam i zycze duzo sil oraz nadziei....


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
golka
wielki mistrz pisarstwa stopnia V 1000



Dołączył: 11 Maj 2009
Posty: 1152
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: BYDGOSZCZ
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Piątek 16:11:26, 19 Luty 2010, Piątek , 49     Temat postu:

witaj cieplutko
wierze ze nie dajesz rady
ale wierze ze znajdziesz sily na przekor chorobie
jestes zbyt dobrym czlowiekiem zeby zyc wlasnie tak jak zyjesz do tej pory
jakbys potrzebowal pogadac napisz na priv
jestem z toba


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum: depresja, smutek, leczenie, inne ... Strona Główna -> 111 _ DEPRESJA _ FORUM _ GLOWNE _ PUBLICZNY POKOJ CZATOWY DEPRESJA NA _ WWW.CZAT.ONET.PL ___ piszemy tutaj o sobie, pomagamy wzajemnie... Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin