Forum Forum: depresja, smutek, leczenie, inne ... Strona Główna Forum: depresja, smutek, leczenie, inne ...
Forum: depresja, pomagamy sobie wzajemnie z poszanowaniem, czytamy i odpowiadamy, to nasza mala ostoja, tutaj mozemy pisac co nas boli, smuci, nie jestes juz sam... mamy czat depresja na www.czat.onet.pl on-line, zapraszam stefan=zaak_333 admin...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
Czy on ma depresję, czy problem leży gdzieindziej?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum: depresja, smutek, leczenie, inne ... Strona Główna -> 111 _ DEPRESJA _ FORUM _ GLOWNE _ PUBLICZNY POKOJ CZATOWY DEPRESJA NA _ WWW.CZAT.ONET.PL ___ piszemy tutaj o sobie, pomagamy wzajemnie...
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Maui
Gość






PostWysłany: Czwartek 19:39:44, 24 Grudzień 2009, Czwartek , 357     Temat postu: Czy on ma depresję, czy problem leży gdzieindziej?

Byłam z chłopakiem jakiś czas... krótki, bo krótki, ale zaczął mnie bardzo niepokoić... Chciałabym prosić Was o zdanie, o obiektywne spojrzenie na sytuację. Czy to depresja, czy inne przyczyny...

Byliśmy ze sobą bardzo krótko – tylko pół roku. Oboje jesteśmy też młodzi – on ma 21 lat, ja 20. Generalnie był to początek początków. Dogadywaliśmy się ze sobą dobrze – lubimy spędzać ze sobą czas, dużo ze sobą rozmawialiśmy, dostawałam od niego często kwiaty bez okazji, zapraszał mnie do kina, itd. – jak to bywa na początku związku wszystko było teoretycznie w porządku. Ale jednak nie do końca…

Wszystko zaczęło się właściwie od chwili kiedy zaczęliśmy ze sobą być. Jego była dziewczyna mówiła mi, że jest on „dziwnie zdystansowany” emocjonalnie i fizycznie i że zerwała z nim, bo nie była z nim szczęśliwa. Mi się włączyła lampka ostrzegawcza, ale z drugiej strony nie chciałam kierować się tylko tym co ona mówiła. Na początku było dużo przytulania, chodzenia za rączkę, głębokich rozmów o życiu. Myślałam, że wszystko jest w najlepszym porządku. Mimo, że widziałam, że dosyć agresywnie podchodził np. do dotyku zanim byliśmy razem (nawet jak mu się rękę na ramieniu położyło, albo broń Boże na kolanie to reagował bardzo agresywnie) wobec mnie i wobec innych dziewczyn, że był skryty i raczej wolał mieć z ludźmi powierzchowny kontakt niż nawiązywać przyjaźnie, to jednak myślałam, że przy mnie on się zmieni (głupie myślenie naiwnie zakochanej dziewczyny). Pomyślałam, że ma jakieś problemy emocjonalne, że ma problemy z wyrażaniem uczuć. I tak istotnie jest, a przynajmniej było – nie lubił mówić o uczuciach, nie lubił prawić ani przyjmować komplementów. I zaczął dystansować się fizycznie. Okazało się nagle, że nie lubi się całować, ale że przytulenia potrzebuje bardzo. Brakowało mi bardzo namiętności (nie chodzi nawet od razu o seks, bo zdaję sobie sprawę, że na to przyjdzie czas) w tym związku, chciałam, żeby patrzył się czasem na mnie „maślanymi oczami”. Nawet nie interesował się innymi dziewczynami tak jak jego koledzy w podobnym wieku. Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy: kurcze, a jeśli on jest gejem? Potem jakoś tą myśl od siebie odsuwałam i stwierdziłam, że będę dalej „badała” sytuację jednocześnie uważając na to, żeby się za bardzo nie zaangażować.

Dowiedziałam się, że kiedyś jedna osoba (jedyna której w jakikolwiek zaufał) proponowała mu wizytę u psychologa, ze względu na jego problemy. On… „kazał jej spadać”.

W związku z naszymi codziennymi rozmowami (niestety przez tel, gdyż studiujemy w innych miastach, co nie pozwala nam się widywać często), zaczął się powoli przede mną otwierać. Mówił, że potrzebuje ciepła, bliskości, oparcia i możliwości rozmowy z kimś o wszystkim co go gryzie. Bardzo chciałam mu to wszystko dać, ale z drugiej strony bałam się, żebym nie stała się dla niego tylko możliwością zaspokojenia tych potrzeb. Chciałam być dla niego nie tylko przyjaciółką, ale też i kobietą.

Jeździłam często do niego. Na jednej z imprez zwracał uwagę naszym koleżankom, że mają „nieprzyzwoite stroje”. I w ogóle zauważyłam, że na większość aspektów seksualnych (seksowny strój – nieważne czyj, opowiadania seksualne kolegów itd.) reaguje wręcz agresywnie. Skąd ta agresja?

Ostatni mój pobyt u niego był bardzo specyficzny i chyba był punktem kulminacyjnym w całej tej sytuacji. Byłam u niego 3 dni. Pierwszego dnia byliśmy na spotkaniu z ludźmi z jego roku, następnie wróciliśmy późno do domu. Położyliśmy się do łóżka. Całowaliśmy się namiętnie. Nie miał oporów, żeby pieścić moje piersi i masować pośladki (mój kolejny szok). Cieszyłam się, że może wszystko jest dobrze. Niestety w którymś momencie pieszczot przerwał je, mówiąc, że nie wytrzyma tak długo, że nie chce robić czegoś wbrew sobie i że nie lubi się tak „tarzać” po łóżku. Wiem, że on nie chce uprawiać seksu przed ślubem, a konkretnie nie chce stosunku, więc uszanowałam to. Ale z drugiej strony ja nie zmuszałam go do niczego, to on to wszystko inicjował, a potem on to przerwał. Mimo tego porozmawiałam z nim o swoich obawach odnośnie jego niechęci do zbliżeń. Zszokowała mnie jego odpowiedź na moje pytanie – czy dla ciebie seks to będzie tylko jednorazowe poświęcenie po ślubie w celu zrobienia dzieci, a potem koniec z tym? On odpowiedział, że tak. Że nie czuje potrzeby seksu i że uważa, że jest to nieistotne. Prawie się wtedy rozstaliśmy, ale postanowiliśmy, że jeszcze spróbujemy poszukać rozwiązania, mimo że widzimy, że nasze potrzeby na razie się mijają.

Druga noc była dla mnie jeszcze większym szokiem. Sam zaczął ponownie pieścić moje piersi (choć przecież noc wcześniej uważał, że to robienie czegoś wbrew sobie!), rozebrał mnie nawet. Myślałam, że sprawia mu to przyjemność (fizyczną sprawiało na pewno, bo obserwowałam jego ciało – miał wzwód i podniecony wyraz twarzy). Gdy pieścił moją pochwę, to ja zaczęłam pieścić i jego. Pierwszy raz nie bronił się, żebym go „tam” dotknęła. Miał orgazm, ja też. On miał swój wcześniej, ale tuż po moim powiedział mi – „Wiesz, nie kręcą mnie takie zabawy, odpuśćmy je sobie całkowicie”. Zapytałam się czy konkretnie jakieś czynności mu przeszkadzają, a on odpowiedział, że wszystkie. Na moje kolejne pytanie, dlaczego więc to robił skoro tego nie chciał, odpowiedział, że lubi patrzeć kiedy jestem szczęśliwa. Potem dodał, że chyba się nie dogadamy, że z czasem ta tłumiona przez niego złość odbiłaby się też i na mnie. Zapytałam się, czy czegoś się boi i czy uważa, że robi coś złego. A on na to, że może i się boi, ale nie wie czego, że uważa, że robi i coś złego i coś co go nie kręci. Przykro mi się zrobiło, ale zaczęłam się zastanawiać, czy to kwestia jego orientacji, czy jakichś głębszych zaburzeń. A może to po prostu jego poglądy na życie i inne temperamenty, inny poziom libido?

Niepokoiło mnie to wszystko. Poprosiłam go, żeby zastanowił się nad wizytą u psychologa i wyjaśniłam swoje obawy. Powiedziałam, że popęd seksualny jest czymś normalnym i że prawdopodobne jest, że jeśli nawet nie ja to kolejna partnerka też będzie chciała być przy nim spełniona na tym obszarze. Obiecał, że to wszystko przemyśli i podziękował, że mu to powiedziałam. Był mi wdzięczny, że nie obraziłam się, nie popłakałam, tylko z nim rozmawiam (teraz widzę, jak ważna jest rozmowa w związku). Wyznał mi wtedy po raz pierwszy miłość (choć wg mnie przedwcześnie) i powiedział, że potrzebuje mnie i że nie zna wspanialszej osoby ode mnie. Nagle się wtedy otworzył. Nagle nie sprawiało mu problemów prawienie mi komplementów. Nie chciał mnie wypuścić ze swoich ramion, ze swojego uścisku…Czułam się szczęśliwa i bezpieczna, ale jednocześnie nie zapomniałam o tym, ze jest przecież między nami sprawa do rozwiązania.

Rozmawiałam z nim codziennie i po jakimś czasie ponownie poruszyliśmy ten temat. Ponownie zasugerowałam mu tego psychologa. Poprosił tylko, żebym go nie pospieszała, że on naprawdę o tym myśli i to codziennie. I żebym zrozumiała, że to nie jest dla niego proste.

Próbowałam trochę nawiązać do jego dzieciństwa. Dowiedziałam się tylko, że jego rodzice byli (i są) bardzo zapracowani, że zajmował się nim ktoś inny. Jak to stierdził - dostawał opiekę i uwagę w dzieciństwie, ale niekoniecznie od rodziców. Podobno w dzieciństwie też dużo płakał. To takie fakty oderwane od kontekstu. On nie chce rozmawiać o swojej przeszłości.

Nasza więź się coraz bardziej umacniała, stawaliśmy się stopniowo coraz bliżsi. Nawet powoli przestawał się dystansować jeżeli chodzi o czułość czy rozmowy o seksie.

Właściwie sprawa się sama rozwiązała. Niby było wszystko dobrze, ale z dnia na dzień zerwał ze mną. NIC na to nie wskazywało. Mówił, że mnie kocha, że że chce być sam. Że woli swoją samotność i że raczej się to nie zmieni. Z drugiej strony jego zachowanie na początku się nie zmieniło wobec mnie - nie chce mnie stracić i nie chce tracić ze mną kontaktu. Uznał, że staliśmy się sobie za bliscy, że boi się bliskości, prawdy o sobie i uzależnienia. Powiedział jeszcze coś co mnie zabolało "myślałem, że jak się o ciebie zahaczę, to będę miał po co wstawać rano. no, niestety". Poczułam się trochę hmmm...wykorzystana? Jak poprawiacz humoru, który nie spełnił swojej funkcji. Dodał, że przez ostatnie kilka lat nie popełnił samobójstwa tylko dlatego, ze jest katolikiem. I że trudno mu myśleć o innych, kiedy wszystko wokół jest obojętne.

3 dni później powiedział, że już nic do mnie nie czuje. Na moje pytanie, dlaczego mówił 3 dni temu co innego odpowiedział "to było 3 dni temu". Mówiąc, że chce ze mną mieć kontakt....praktycznie go zerwał. Praktycznie już się nie odzywał. Ja czuję się też rozczarowana dlatego, że po raz pierwszy uwierzyłam tak naprawdę facetowi, że mnie kocha. No i okazało się, że to znowu nieprawda... Poczułam się wykorzystana jako narzędzie do poprawienia sobie jakości życia przez niego. I jeszcze on śmie mi mówić, że to coś trwające 4 miesiące było miłością i że jak będzie chciał z kimś być to "i tak jesteś pierwsza w kolejce".

Minął nie cały miesiąc od rozstania. A dziś spotkałam się z nim. Musiałam mu oddać jego rzeczy. Byliśmy w kawiarni. Było dziwnie. Unikał kontaktu wzrokowego ze mną. Gadaliśmy o pierdołach. Na przywitanie przytuliliśmy się do siebie. Podczas rozmowy widziałam, że do najszczęśliwszych nie należy. Widziałam, ze coś go gryzło. Potem dał mi prezent na święta. Od niego i od jego rodziców. Przy dawaniu mi go przytuliliśmy się jeszcze raz. Tak mocno i czule, jak dawniej Potem spojrzeliśmy sobie w oczy i myślałam, że zaraz się pocałujemy, ale nie... Tylko był cały czerwony na twarzy. Gdy wyszliśmy z kawiarni odruchowo złapalśmy się za rekę hmm dopiero po kilku metrach się puściliśmy. Odprowadził mnie na przystanek, na pożegnanie - znowu szybkie przytulenie i tyle. Wiedziałam, że to spotkanie będzie bolesne, choć podejrzewam, że te przytulenia tylko dla mnie coś znaczyły. Tymbardziej, że mówił mi kiedyś, że wg niego coś znaczy, kiedy dwie osoby przy przytuleniu zetkną się biodrami..no a my wtuliliśmy się w siebie całymi swoimi ciałami. Ale nie mogę sobie dopisywać do tego swojej ideologii. Nigdy się nie dowiem, co on o tym myśli (i to mnie chyba boli) - ale nie sądziłam, że na mnie to spotkanie zadziała tak silnie...

Nikomu się nie przyznaje, że nie jesteśmy już razem. Pamiętam, że nie miał ochoty na spotkania ze swoimi kumplami, ale spotykał się z nimi, "bo tak wypada i tak trzeba". Ale wielokrotnie miał ochotę zaszyć się gdzieś sam i mieć święty spokój. Mam wrażenie, że ja też go zaczęłam męczyć i coraz większa rodząca się więź między nami. Ja chciałam mu dać wolność, zrozumienie - nic nie pomogło.

Po prostu kocham go - i w tym tkwi cały problem. Nie umiem się z tym pogodzić, bo to dla mnie szok. Jakbym poznała prawdę - czy rzeczywiście to tylko zauroczenie, czy on ma depresję, boi się bliskości, czy....kij wie co jeszcze... to mi nie daje spokoju i nie wiem co mam robić... Nie chcę tego tak zostawiać...
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum: depresja, smutek, leczenie, inne ... Strona Główna -> 111 _ DEPRESJA _ FORUM _ GLOWNE _ PUBLICZNY POKOJ CZATOWY DEPRESJA NA _ WWW.CZAT.ONET.PL ___ piszemy tutaj o sobie, pomagamy wzajemnie... Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin